Dobre chęci

"Pewien człowiek zaczął dawać swemu dobermanowi duże dawki tranu, ponieważ powiedziano mu, że jest on dobry dla psów. Codziennie trzymał głowę protestującego psa między kolanami, otwierał mu na siłę szczęki i wlewał płyn do gardła.

Pewnego dnia pies wyrwał się i rozlał tran na podłogę. Potem, ku wielkiemu zaskoczeniu mężczyzny, powrócił, żeby wylizać łyżkę. Wtedy to człowiek odkrył, że pies nie protestował przeciwko tranowi, lecz metodzie jego aplikacji."

(Opowiadanie medytacyjne autorstwa Anthony de Mello)

Dobre chęci to za mało by przekazać ideę, przekonać do pomysłu, zachęcić do zmiany. Często robiąc to skupiamy się na „jak to dobrze będzie gdy ten ktoś…” czyli na naszym celu, zapominając o odbiorcy komunikatu. O tym, że może nie być gotów na przyjęcie naszych „zasad gry”, że świat z jego perspektywy wygląda inaczej niż nasz, że w jego głowie mogą panoszyć się lęki, o których istnieniu nie mamy pojęcia i do czego nigdy się nie przyzna, o tym że ma za sobą szereg doświadczeń, które ukształtowały jego system wartości, że źle reaguje na określony ton głosu, bo przywołuje w nim trudne wspomnienia z dzieciństwa. O tym, że on to nie ja. Że to co trafia do mnie, w żaden sposób nie przemawia do innych.

Zanim rozpoczniemy ważny dialog, zróbmy wszystko by na chwilę zamienić się miejscami i pobyć w świecie osoby, do której chcemy trafić. Zyskując jej perspektywę znacznie łatwiej znajdziemy sposób by do niej dotrzeć i równocześnie dowiemy się czegoś nowego o sobie, bo odpowiedź jest zawsze dla obojga.