Samoocena w przyjaźni

Gdy myślę o przyjaźni, której budowanie zdaje się być naturalne i intuicyjne, zastanawiam się jak jej nie niszczyć. Przyglądając się światu widzę, że często finałem „przyjaźni do grobowej deski” nie są gwoździe wbite w wieko trumny a nasze poczucie własnej wartości.

Zdarza się, że przychodzi moment, w którym mamy rację. Tak wielką, niekwestionowaną i tak potrzebną by nakarmić ego, że przyćmiewa nam ona dotychczasową przyjacielską relację.

Tragedia wielu ludzi polega na tym, że kiedy stają przed możliwością wyboru pomiędzy „mieć rację” a „być szczęśliwym”, niezmiennie wybierają rację. Pomiędzy nieustannym podnoszeniem poprzeczki a akceptacją czyjejś odmienności stawiają na ambicję, porzucając luz i naturalność, którą oferowała przyjaźń.

Szacunek do siebie umożliwia nieneurotyczne poczucie wspólnoty z innymi ludźmi, przyjaźń opartą na niezależności, akceptacji istniejących między nami różnic i wzajemnym szacunku – na drugiej szali znajdziemy wyparcie, obronę, poczucie winy, wstydu, uczucie nieprzystosowania, które akceptację czyjejś słabości czy inności potraktują jako upokorzenie a nawet potępienie siebie.

Samoocena jest jak odporność organizmu. Nie występuje na poziomie stałym. Można ją zaniedbać i osłabić ale można ją również budować i wzmacniać. Pierwszym krokiem do zmiany jest uświadomienie sobie miejsca, w którym jestem.

Na co dzień, prowadząc rozmowy przy kawie lub poprzez skype pomagam odbudowywać system odporności naszego poczucia własnej wartości. Osoby zainteresowane zapraszam do pozostawienia wiadomości prywatnej.